O mnie

Moje zdjęcie
tak bardzo pragnę szczęścia ..

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Cóż..

Urodziny ojca, imieniny babci. A ja jak to ja.. Ciasto, tort, smakowite sałatki, rosołek. Ale teraz kolejne najbliższe święto to urodziny mojej siostry, dopiero w połowie września. Ale od tego całe szczęście mogę się bez problemu wykręcić. Od jutra dieta. A jeszcze dziś wieczorny wypad z koleżanką na rowery. Niestety, waga poszła w górę i znów jestem na starcie. Pieprzone 65 kilo.. -.-
Postanowiłam ważyć się co tydzień, pisać może będę częściej.
Mój pierwszy cel to 62 kg. Mam czas do przyszłego wtorku.
A jak tam u was ? trzymajcie się kochane ;*


piątek, 3 sierpnia 2012

Nie wiem co mam robić ..

Dawno tu nie zaglądałam. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta .. zawaliłam. Poddałam się całkowicie. Wcale nie przejmowałam się tym co jem. Tylko pochłaniałam non stop, coraz więcej i więcej. Nie ważne czy to sam tłuszcz, czy cukier. Jadłam bez wyrzutów sumienia .. Choć może nie do końca. Cały czas coś mi mówiło, że nie powinnam. Że tyle sobie obiecywałam. Ale cóż, widocznie moje łakomstwo zwyciężyło i wzięło górę nad postanowieniami. Nie wiem ile to trwało. Przestałam liczyć czas. Ale mam dosyć! Oglądam zdjęcia chudych, pięknych, wręcz idealnych dziewczyn. Patrzę na ich aż oszałamiająco płaskie brzuchy, piękne nogi. Zero tłuszczu. Co one mają takiego czego ja nie mam?! Idealną przemianę materii? Nie sądzę. Wiele z nich dało z siebie wszystko, poświęciło każdą swoją chwilę by osiągać najpierw swoje małe cele, na co się składa końcowy wymarzony efekt. To czego mi brakuje to siła woli, chęć działania. Czasem ciężko nad tym zapanować. Nad pokusą. Nie daję sobie rady. Ale .. wróciłam. W poniedziałek. Dziś już kończy się piątek. Ale miałam napad. Stałam zapatrzona w lodówkę, wzięłam do ręki wędlinę, lecz na szczęście tylko po tym by zaraz ją odłożyć. Zaglądałam do wszystkich zakamarków, gdzie mogły być ukryte słodycze. Patrzyłam się na ciastka.. Miałam tak wielką ochotę pochłonąć wszystkie na raz. Ale dziękuję .. Dziękuję sobie, że tego nie zrobiłam. Dwa papierosy, trzy jabłka i pięć szklanek wody pokonały mój głód. Nie wiem co mam dalej robić. Nie wiem jak przeżyję walkę z kolejnym dniem. Najgorsze, że muszę walczyć ze samą sobą. Nie wiem czy dam radę. Boje się, że jestem zbyt słaba. Że znów zawalę.
przez te pięć dni spadły prawie 3 kg. Powiedziałabym że bardziej 2,5 kg. Za mało by się cieszyć, za dużo by zrezygnować. Teraz ważę 63 kg. Kolejny cel wynosi 60 kg. Nie wiem czy się uda. Nie wiem czy dam radę. I tak napisanie tutaj, w tej chwili, kosztowało mnie wiele trudu. A czemu? Bo się bałam. Zawaliłam. Wstydzę się tego. Bałam się tego co o mnie pomyślicie .. Nie zaglądałam nawet do was, bo wiedziałam że na pewno idzie wam dobrze. Zaniedbałam całkiem siebie i was. Przepraszam. Ale kurwa! Wszystko jest nie tak !.

czwartek, 28 czerwca 2012

Kurwa, ja pierdole, ja jebie !!

Nie mam nawet odwagi wam się teraz przyznać. Zawaliłam po całości. Dwa dni pod rząd obżarstwa .. Nie, to nie było jedzenie, to było obżarstwo bez dwóch zdań. Aż do omdlenia. Najpierw miał być ten dzień 0 kcal, ale chłopaki zadzwonili do mnie że robimy namioty. Byłam słaba, więc stwierdziłam że miód jest bardzo kaloryczny i powinnam zjeść dwie łyżki by mieć choć trochę siły. zawsze po słodkim traciłam zawroty głowy. No a jedna łyżka miodu to chyba 50 kcal. Ale nie skończyło się na tych łyżkach .. Było ich więcej. O wiele więcej. Potem jeszcze dwa naleśniki, ze śmietaną cukrem, serem i czekoladą. Tak obrzydliwie tłuste. Potem budyń, a potem ryba. Myślałam że się porzygam, a jadłam dalej. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nawet się nie ukarałam. Nic a nic. Nawet zero ćwiczeń .. I niczego nie zwróciłam. Ja nawet do jasnej cholery nie potrafię. W nocy paliliśmy, to nad ranem było straszne gastro. Zjadłam prawie dwie paczki chrupek czekoladowych. Potem poszliśmy jeszcze raz, jakoś w południe - to było już dzisiaj, no i tak samo. Budyń, kanapka, bułka słodka, kiełbasa z ogniska. Wieczorem przyjechałam do domu, to od cholery kanapek z masłem i miodem, nie wiem ile.. ale naprawdę wiele. W ciągu tych dwóch dni piłam dużo cappuccino, mleka, b-powera, a przed chwilą jeszcze nestea i fante. Mam uczucie jakbym miała zwymiotować. Mam wyrzuty sumienia. Cała moja praca .. wszystko poszło na marne. KURWA!! JESTEM DO NICZEGO! NIC NIE POTRAFIĘ ZROBIĆ! Wszyscy mają rację. Jestem gruba i nie schudnę ..
Dlaczego do kurwy musiałam to zjebać ?! Dlaczego nie wiem jak mam to naprawić ?! Co mam teraz zrobić .. nie wiem. ja już kurwa nie wiem nic. jestem beznadziejna.

środa, 27 czerwca 2012

Dziś dzień 10 ..

Cholera, wczoraj tak się cieszyłam że już praktycznie nie czuję głodu. Ale dziś przekonałam się że tak nie jest .. ja po prostu się do niego przyzwyczaiłam, ale on cały czas jest. Choć może to tylko ochota by zjeść coś dobrego? Bilans na dzisiaj wynosi 0 kcal. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Od rana chodzę w piżamie po domu. Schodzę do kuchni, a tam rybka, naleśniki, czekolada, wafelki, żelki i różne pyszności. Nawet Miód mnie strasznie kusi. Dobrze chociaż, że wczorajsze Michałki zostały zjedzone przez moją siostrę, bo chyba bym się na nie rzuciła. Mam do nich wielką słabość.. No to jeden problem z głowy, no ale cóż. Co chwilę myślę o tym że mam naleśniki. Uwielbiam je!. Z czekoladą, z truskawkami, nawet z serem i polewą. Ale wiem że nie mogę. Choć przychodzą takie momenty gdy myślę by olać to wszystko, nażreć się i być gruba. Ale nie mogę.. Nie, nie, nie, nie.. Nie zrobię tego!. Chcę być chuda i kurwa będę. Przez te moje zachcianki wyglądam .. tak jak wyglądam. Okropnie. i ten tłuszcz. Nie mogę na niego patrzeć.
Pociesza mnie fakt, że gdy leżałam, i zaczęłam dotykać swojego brzucha, poczułam kości biodrowe. Zaczynają być już wyraźniejsze.. Choć pod tą stertą tłuszczu, tak naprawdę ciężko je dostrzec ..

A oto moja motywacja. Dziewczyna była na tej samej diecie co ja.  Zdjęcie przed i po ..
Nic dodać, nic ująć.  DAM RADĘ !!!
ona mogła, to ja też. 

wtorek, 26 czerwca 2012

Potrzebuję waszej rady !

Postanowiłam wykonywać a6w. Od samego początku widzę że te ćwiczenia są dla mnie za trudne. Robię tylko połowę z nich, do tego niedokładnie, ale strasznie boli mnie przy tym kręgosłup. W ogóle nawet nie potrafię wykonać niektórych. Podobno trzeba wtedy robić dłuższe przerwy między ćwiczeniami.. ale to mi nic nie pomaga. Tak samo rozciąganie itp. Dzisiaj byłby 9 dzień, ale czuję że nie dam rady. Nie mam na tyle mocnych mięśni ani kondycji do tego. Nie wiem czy mam dalej się z tym męczyć? Czy może zastąpić a6w czymś innym? Albo w ogóle sobie odpuścić tego typu ćwiczenia? .
Pomóżcie, proszę .. 

Hej kochane :*

Czy u was też jest taka okropna pogoda? Wieje strasznie, ledwo mogłam iść. A chodziłam dzisiaj dużo. Około 5 godzin bezcelowego szwędania się po mieście. Na początku szukałam po wszystkich księgarniach książki, no ale cóż, wygląda na to, że nie dostanę jej nigdzie. Jestem zmuszona zamówić przez internet. A co do tych poszukiwań.. kiedy już się poddałam, okazało się, że jak zwykle brakuje mi na bilet. Spotkałam po drodze kolegę, no niestety, miał przy sobie tylko 40 gr. Ale lepsze to niż nic :) Sama coś jeszcze wygrzebałam z portfela, choć i tak to było za mało. No i co miałam robić, poprosił mnie żebym z nim pochodziła bo nie ma co robić, to się zgodziłam - choć w sumie tylko dlatego że miałam nadzieję że spotkam jeszcze kogoś znajomego. No i w końcu po 2 godzinach się udało. Teraz wróciłam do domu. Nogi od tego chodzenia to mi normalnie odpadają. :) A co najdziwniejsze, ostatnio tak przyzwyczaiłam się do małej dawki kalorii, że nawet wcale nie jestem głodna. Ale cóż, muszę się trzymać mojej diety - określonej liczby kcal (na dziś to 500 kcal.), więc tylko zjadłam i od razu usiadłam do komputera.

mój bilans na dziś :
- 2 jajka gotowane (180 kcal.)
- duży jogurt FruVita (276 kcal.)
- 1 wafel ryżowy (37 kcal.)
 SUMA: 493 kcal.



poniedziałek, 25 czerwca 2012

8 dzień ABC .

Dzisiaj o dziwo poszłam do szkoły. Pogoda kiepska od samego rana. Ciągle pada, i jest zimno. I tak nie miałabym co robić, więc pomyślałam, że ten jeden dzień jakoś się zmuszę. :) No ale jak potem wyszło, zupełnie bez sensu tam pojechałam. Wytrzymałam tylko 3 pierwsze godziny. Koniec roku, więc wszystkie lekcje wolne. Zanudzić się można. Ale są pozytywne strony, gdyż spaliłam trochę kalorii. Do domu ze szkoły  mam daleko, a tylko 2 zł przy sobie. Więc szłam na piechotę, po drodze tak zmokłam i zmarzłam że już odechciało mi się wszystkiego. W godzinę, i to dosyć szybkim marszem, doszłam dopiero do przystanku, skąd zabrał mnie w miarę tani autobus - jedyny na jaki mi starczyło, choć za tą cenę pod sam dom dojechać nie mogłam. Po dotarciu na miejsce sprawdziłam godzinę, by wiedzieć ile czasu zajmie mi droga do domu. Było to 20 min. Więc w sumie miałam dziś 1,20 h szybkiego marszu. Na wolny nawet nie mogłam sobie pozwolić, trzęsłam się z zimna. Ale jestem z siebie zadowolona, w końcu każda spalona kcal się liczy. Do tego jeszcze wieczorem dojdzie a6w, i mam nadzieję że pogoda się trochę poprawi. Wtedy będę mogła iść na rolki - sama przyjemność :).

A co do jedzenia. Na dzisiaj miałam przeznaczyć 400 kcal. 
Więc podzieliłam to sobie tak :
- activia (truskawkowa) = 150 kcal
- 3 małe wafle ryżowe slim = (19kcal*3) 57 kcal
- activia (suszona śliwka) = 150 kcal
- 1 duży wafel ryżowy = 37 kcal
- no i oczywiście dużo wody
W sumie wyszło mi 394 kcal. 

jak na razie zjadłam tylko 3 małe wafle + jedna activia : ) reszta na potem : )